Adrian ze „Ślubu od pierwszego wejrzenia” walczy z glejakiem. Niebawem rusza zbiórka
U Adriana Szymaniaka ze „Ślubu od pierwszego wejrzenia” zdiagnozowano glejaka. Przed mężczyzną radioterapia i chemioterapia, ale szuka też innych skutecznych metod leczenia. Nadzieją są badania kliniczne. Niedługo w sieci ruszy oficjalna zbiórka pieniędzy.
- U Adriana ze „Ślubu od pierwszego wejrzenia” zdiagnozowano glejaka.
- Mężczyzna jest po operacji usunięcia guza mózgu.
- Wciąż szuka skutecznych metod leczenia. Pojawiła się nadzieja, ale potrzebne są pieniądze.
Adrian ze „Ślubu od pierwszego wejrzenia” zmaga się z glejakiem
Adrian Szymaniak ze „Ślubu od pierwszego wejrzenia” przez kilka tygodni przebywał w szpitalu. Lekarze skierowali go na pobranie biopsji, ale ten zabieg zamienił się w operację usunięcia guza mózgu. Ostatecznie okazało się, że mężczyzna zmaga się z glejakiem. – Przecież osiągnąłem maksymalny poziom pecha w całym nieszczęściu. Diagnoza to giloblastoma czwartego stopnia, mówiąc potocznie glejak czwartego stopnia, czyli najbardziej złośliwy, najbardziej agresywny nowotwór mózgu, jaki istnieje – mówił w „Dzień dobry TVN”.
Przed Adrianem jeszcze radioterapia oraz chemioterapia. Jednocześnie szuka innych możliwości leczenia. – Wiem, że w Polsce są prowadzone badania kliniczne w trzech obiektach [...]. Jest to również prowadzone komercyjnie, natomiast są to ogromne koszty – 120 tys. zł miesięcznie i jest sugestia, żeby przez dwa lata tę metodę mieć wdrożoną w życie – opowiadał. Niestety po badaniu w Gliwicach nie został zakwalifikowany do programu. Miał jeszcze w planach szukanie pomocy w Bydgoszczy.
Niedługo ruszy zbiórka na leczenie Adriana
Jakiś czas temu w sieci pewna kobieta założyła zbiórkę pieniędzy na leczenie Adriana. Mężczyzna zaapelował, aby nic nie wpłacać, ponieważ późniejsze przekazanie środków wiąże się ze sprawami podatkowymi. Jak się okazuje, niedługo oficjalna zrzutka pojawi się w sieci. O wszystkim wraz z żoną poinformował na Instagramie. Pojawiło się też światełko nadziei w tej trudnej sytuacji.
Wizyta w Bydgoszczy dodała parze skrzydeł. „Wyznaczyliśmy wstępną drogę leczenia. Dostaliśmy odpowiedzi na wiele naszych pytań i wątpliwości. Bycie w takiej chorobie jest trochę jak błądzenie w labiryncie. Dostaliśmy od Was mnóstwo poleceń, sami czytamy dużo polskich i zagranicznych forów, ale trzeba z tej wiedzy wyciągnąć to, co najlepsze, oraz to, co może pomóc, a nie zaszkodzić” – napisała Anita Szydłowska.
„Niebawem założymy też oficjalną zbiórkę. Zauważyłam też, że w kontekście choroby zawsze mówię MY, bo kiedy choruje jedna osoba, to tak naprawdę choruje całe otoczenie. Nie poddajemy się i niebawem damy znać o kolejnych krokach. Z pozytywnym nastawieniem wchodzimy w kolejny etap tej walki- przed nami radio i chemioterapia. Trzymajcie kciuki!” - zakończyła.
Źródło: Melo/Dzień dobry TVN/Instagram anitaczylija