advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:

Afera wokół Tomasza Barańskiego. Wyciekły przerażające oskarżenia tancerzy

6 min. czytania
22.11.2024 19:36
Zareaguj Reakcja

Tomasz Barański został odsunięty od pracy na planie „Tańca z Gwiazdami”. Wszystko przez petycję tancerzy, którzy mieli dość współpracy z choreografem. Na światło dzienne wypłynęły przerażające oskarżenia. Niewiarygodne, jak miał się zachowywać Tomasz Barański.

Tomasz Barański fot. Artur Zawadzki/East News

Tomasz Barański odsunięty od „Tańca z Gwiazdami”. Tancerze mają dość

Taniec z Gwiazdami” przyciągnął przed ekrany masę widzów, a 15. edycja programu Polsatu cieszyła się niesłychaną popularnością. Niestety za kulisami produkcji miał rozgrywać się dramat. O aferze z udziałem Tomasza Barańskiego opinia publiczna dowiedziała się w połowie października. Wówczas Show News opublikował wyniki dziennikarskiego śledztwa, a wszyscy usłyszeli o petycji, w której tancerze domagają się usunięcia Tomasza Barańskiego z „Tańca z Gwiazdami”. Dokument miały podpisać 93 osoby, które zarzucają choreografowi, że miał komunikować się z nimi w wulgarny sposób, wzbudzać strach wśród innych oraz stosować „niemoralne i nieuczciwe praktyki”. Teraz Pudelek opublikował wypowiedzi współpracowników choreografa, którzy ujawniają, jak miał on traktować podwładnych.

Tancerze oskarżają Tomasza Barańskiego. „Boimy się jego zemsty”

Tomasz Barański dał się poznać szerszej publiczności, gdy pojawił się jako uczestnik w programie „You Can Dance”. Później występował w roli tancerza i mentora celebrytów w „Tańcu z Gwiazdami”. Zdobytą popularność przekuł w sukces i założył grupę taneczną NEXT, która była bezpośrednią konkurencją dla VOLT Agustina Egurroli. Niestety po latach wyszło na jaw, że Tomasz Barański miał stosować niedopuszczalne praktyki wobec swoich podwładnych. Tancerze, którzy mieli okazję współpracować z choreografem, w rozmowie z Pudelkiem ujawnili, do czego dochodziło podczas treningów grupy NEXT.

Redakcja poleca

- Tomek w branży ma opinię osoby, która zawsze wykona zleconą robotę. Nikogo nie interesowało, jakim kosztem się to odbywa. Na sali treningowej spędzaliśmy godziny, czasami całe dnie - przyznał inicjator wcześniej wspomnianej petycji wymierzonej w Tomasza Barańskiego. W sumie dziennikarze Pudelka mieli porozmawiać z szóstką tancerzy, którzy ujawnili mroczną stronę swojego pracodawcy. Co mieli do powiedzenia podwładni choreografa? Na liście oskarżeń znalazły się „ciągłe poniżanie, obrażanie, niemoralne traktowanie kobiet, wypisywanie po nocach do tancerzy, wykorzystywanie okazji do tego, by dotknąć tancerkę”. Większość z rozmówców serwisu chce zostać anonimowa. „To wciąż jedna z najbardziej wpływowych osób, jeśli chodzi o taniec w Polsce. Boimy się jego zemsty” - tłumaczą.

Tak miał zachowywać się Tomasz Barański. Tancerze ujawniają prawdę

Z opowieści tancerzy grupy NEXT dowiadujemy się, że Tomasz Barański podobno notorycznie rzucał dwuznaczne aluzje i propozycje o podtekście erotycznym. „Dziewczyny, musicie zakładać na próby staniki, bo ja i ludzie na próbach nie możemy się skupić... Nie jestem z kamienia”, „Ale ty na mnie działasz” - miało padać z ust Tomasza Barańskiego. - W trakcie pracy potrafił do mnie podejść i wyszeptać mi do ucha: „potrzebujesz prawdziwego faceta” i że on taki właśnie jest i że zrobi mi to, i tamto... (…) Potrafił wysyłać mi w nocy niestosowne SMS-y, odpisywałam, żeby zajął się swoją dziewczyną, bo wiedziałam, że jest w związku - opowiada tancerka, która z czasem awansowała na współchoreografką w grupie NEXT. Niestety Tomasz Barański nagle przestał określać ją tym mianem.

- Czara goryczy przelała się, gdy zaczęłam upominać się o zapłatę za przygotowane układy. Nasza rozmowa miała burzliwy przebieg. Zaczął mi wmawiać, że zespół nie chce ze mną pracować, że nikt mnie nie lubi. Wyszłam ze łzami w oczach. Później próbował mnie przeprosić, ale powiedziałam „dość” i wysłałam mu wypowiedzenie. Tomasz Barański miał nie przyjąć do wiadomości, że tancerka chce zrezygnować z pracy i ponoć nie przyjął jej wypowiedzenia. Z opowieści tancerzy wynika, że podobnie podchodził do innych podwładnych, którzy chcieli odejść z grupy. Zamiast przyjąć wypowiedzenie, miał nieoczekiwanie ogłaszać redukcję etatów i zwalniać niezadowolonych tancerzy.

Choreograf ponoć miał też spore problemy z agresją, nie potrafił się opanować, cały czas przeklinał, a nawet miał też popychać tancerzy. - Kiedyś Krzysiek, jeden z tancerzy, stał i płakał na sali prób. Barański zaczął krzyczeć na niego, że jest „piz...”. Do dziewczyny powiedział, że musi schudnąć. Jest OK powiedzieć to na osobności, ale przy wszystkich? I nie na zasadzie, że „musisz schudnąć”, tylko „jesteś gruba”?! „Śmieszkował” w niefajny sposób, robiąc żarty, które bolą. Lubił wybierać sobie ludzi, którzy mają gorszą psychikę i nie będą w stanie mu odpowiedzieć. (…) Jest uśmiechnięty, gdy rozmawia, z kim trzeba, ale w zaciszu sali treningowej wychodzi z niego kompletnie inny człowiek, niemal potwór. Nasza współpraca zakończyła się, gdy po jednym z eventów zostałem przez niego zaatakowany. Doszło do utarczki słownej, a potem popchnął mnie na ścianę - ujawnił tancerz.

Niekorzystne umowy, kary i kamery. Tancerze oskarżają Tomasza Barańskiego

Pracownicy Tomasza Barańskiego mieli też spore problemy z umowami zawartymi z choreografem. - Między tancerzami mówiliśmy, że to brzmi jak cyrograf z diabłem. Przewidywały kary nawet za kilkuminutowe spóźnienia. Trudno uwierzyć, ale mieliśmy obowiązek uczestniczenia w jego warsztatach, za które musieliśmy płacić. A jak ktoś nie przyszedł, płacił karę. Do tego umowa przewidywała, że w czasie 6-miesięcznego wypowiedzenia tancerze i tancerki nie mogli pracować dla konkurencji, a Barański w tym czasie nie gwarantował nam zleceń - czytamy.

Pudelek miał dotrzeć do powyżej opisanych umów. Wynika z nich, że za spóźnienie powyżej 5 minut tancerze mieli płacić karę 100 zł. 300 zł kosztowała nieobecność na próbie, a 500 zł nieobecność na próbie w studiu lub za 30-minutowe spóźnienie. Naruszenie zakazu konkurencji to koszt 10 tys. zł za każdorazowe uchybienie. - Wszystko zależało od tego, kogo lubił bardziej. Jedni mogli się spóźniać, inni nie. Za te same występki były różne kary - mówią tancerze. Z kolei stawki za występy do samego końca miały pozostawać nieznane, a rozmowy o zarobkach były surowo zakazane. - Często było tak, że za wykonaną pracę każdy otrzymywał inne wynagrodzenie. I nie było to powiązane z doświadczeniem tancerza, tylko uznaniowe - zdradzili.

Tomasz Barański miał też cały czas kontrolować swoich pracowników. Dzwonił do nich w środku nocy i miał wywierać wpływ na to, jak spędzają ich czas prywatny. - Nigdy nie wiadomo było, czy zadzwoni z informacją, że nagle mamy próbę, czy po prostu z opieprzem. Wszystko zależało od humoru, swoje frustracje przelewał na nas - opowiadają podwładni choreografa. Na sali prób Tomasz Barański miał zamontować kamery, by cały czas podglądać swoich pracowników. - Był na wakacjach w Tajlandii. Otrzymaliśmy wiadomość od niego, żebyśmy przenieśli się do innej sali, bo nas nie widzi. Nawet podczas urlopu kontrolował każdy nasz ruch i zarzucał, że widzi, „jakie robimy miny” - czytamy.

Tomasz Barański przeprasza urażonych. Polsat się od niego odcina

Pudelek skontaktował się z producentem „Tańca z gwiazdami” i zapytał o Tomasza Barańskiego. Jake Vision odcina się od choreografa i odsyła do Polsatu. Rzecznik słonecznej stacji też nie ma zbyt wiele do powiedzenia w sprawie afery. - Nie jestem rzecznikiem pana Barańskiego, pan Barański nie jest naszym pracownikiem, więc to nie są pytania do mnie czy do Telewizji Polsat. Program produkuje firma zewnętrzna, poza tym, jak Pan wie, pan Barański od kilku tygodni nie pracował przy programie - przekazał Tomasz Matwiejczuk. Z kolei Tomasz Barański pytany o zarzuty przesłał do Pudelka oświadczenie i przeprosił tych, którzy „mogli poczuć się urażeni”.

Redakcja poleca
Jest mi niemiernie przykro, że do takiej sytuacji doszło i że dziś przychodzi mi odnosić się do jakże trudnych zarzutów. Od bardzo wielu lat pracuję z różnymi ludźmi, realizując fantastyczne projekty. Z jednymi pracowało mi się lepiej, z innymi niekoniecznie. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że jestem perfekcjonistą, który duży nacisk kładzie na profesjonalizm pracy. I dziś chyba ten mój perfekcjonizm i pracoholizm mnie dopadł. Tak to jest w tym zawodzie, że realizując w bardzo krótkim czasie ambitne i skomplikowane przedsięwzięcia choreograficzne dużo trzeba wymagać od siebie i innych. I ja też tak miałem. Na przestrzeni tych wielu lat zmienił się odbiór i akceptacja różnych działań motywujących do pracy. To, co kiedyś było uznane za przyjmowaną emocjonalną formę zwrócenia uwagi, dziś uznawane jest za postępowanie nieakceptowalne. Prawdopodobnie w tym wirze pracy - ja się też pogubiłem. Nie dostrzegłem zmian, które powinienem dostrzec. Nie zamieniłem zachowań, które powinienem zmienić. Przepraszam tych wszystkich, którzy mogli poczuć się urażeni, dotknięci moimi słowami czy zachowaniem. Pracuję nad sobą i mam wsparcie bardzo wielu osób, które pracują, bądź pracowały ze mną, co każe mi wierzyć, że z tej sytuacji wyjdę lepszy. Dla siebie i innych. Mam tylko nadzieję, że poszczególne osoby i ich wypowiedzi na mój temat nie są traktowane narzędziowo w działaniach motywowanych nieuczciwą konkurencją i chęcią wyeliminowania mnie z rynku. Bo takie informacje także do mnie dotarły - napisał.

Źródło: Melo/Show News/Pudelek

logo STORIES