Justyna Steczkowska ujawniła, co robi z twarzą. Wykorzystuje własną krew

2 min. czytania
14.05.2025 10:31
Zareaguj Reakcja

Justyna Steczkowska wygląda, jakby czas się dla niej zatrzymał. Wiele razy podejrzewano piosenkarkę o operacje plastyczne, ta jednak zawsze zaprzeczała. Za to uwielbia zabiegi regenerujące i odświeżające twarz. Stosuje nawet taki z użyciem składników odwirowanych z własnej krwi...

Justyna Steczkowska fot. Pawel Wodzynski/East News
  • Justyna Steczkowska od lat zachwyca młodym wyglądem.
  • Gwiazda przyznała, że nigdy nie poszła pod skalpel. Na operacje plastyczne ma przyjść jeszcze czas.
  • Diwa upodobała sobie zabiegi takie jak m.in. wampirzy lifting.

Justyna Steczkowska odcina się od operacji plastycznych

Justyna Steczkowska urodziła się 2 sierpnia 1972 roku. Rocznikowo ma 53 lata. Należy do grona tych gwiazd, które wyglądają na wieczne młode i spokojnie można dać artystce 10 lat mniej. Wiele osób posądzało Jusię o operacje plastyczne, jednak ta zaprzeczała. – Brukowce posądzają mnie o wszystko. Według nich jestem cała sztuczna. Najśmieszniejszą plotką jest chyba ta, że mam zrobiony nos, to już jest masakra! Zrobienie takiego nosa świadczyłoby o totalnym braku talentu ze strony chirurga. Jest wyjątkowo nieudany – mówiła niegdyś dla miesięcznika „Uroda”.

Justyna Steczkowska od wielu lat mówi, że najważniejszy jest dla niej ruch oraz odpowiednia dieta. Przede wszystkim stroni od suplementów odchudzających. Jeśli chodzi o urodę, to diwa lubuje się w zabiegach, które regenerują skórę. Bardzo upodobała sobie mezoterapię. – Uważam, że to jest świetny zabieg w tych czasach, ponieważ to jest zabieg nieinwazyjny, nie zmienia rysów twarzy, a nie o to mi chodzi, tylko bardzo głęboko nawilża skórę. A tego każda skóra nieustannie potrzebuje – mówiła 10 lat temu w programie „Kobiecym okiem”. Wygląda na to, że zdania nie zmieniła, jednak z biegiem lat zaczęła wykorzystywać… własną krew.

Justyna Steczkowska ostrzykuje się osoczem

Piosenkarka podczas ostatnich rozmów z fanami na Instagramie wyznała, że z dobrodziejstw mezoterapii korzysta już od 30. roku życia. Od czasu do czasu stosuje też zabieg polegający na wstrzykiwaniu osocza z własnej krwi, tzw. wampirzy lifting. – Co jeszcze? Takie nieinwazyjne rzeczy, jak lasery, ale takie, po których można pójść następnego dnia do pracy. Nie mam możliwości, żeby skóra mogła mi schodzić płatami przez tygodnie. Wiem, że to są dobre zabiegi, ale ja z nich nie korzystałam, po prostu nie mam tyle czasu – tłumaczyła Justyna Steczkowska.

Jusia doprecyzowała, że skalpele i liftingi uznaje za zabiegi inwazyjne. Nie chce jednak teraz ich stosować. Jak stwierdziła, na to przyjdzie czas za około 10 lat.

Źródło: Melo/Instagram justynasteczkowska/Uroda/Kobiecym okiem

logo STORIES